Trochę jest prawdy w tym, że nie akceptuję swojego wzrostu ani wagi. Jestem niską osobą (155 cm) i moja waga wynosi ok. 44 kg, dokładnie nie wiem, dawno się nie ważyłam. Boję się wejść na wagę. Będąc w szpitalu miałam różnego rodzaju psychoterapie. Po wypisaniu chodziłam tam na terapie grupową, a potem prywatnie do psychologa. Wizyty trwały przeszło 3 miesiące, po nich czułam się jeszcze gorzej i miałam wrażenie, że wyrzucam pieniądze w "błoto". Może źle zrobiłam, że zrezygnowałam z terapii, ale w tedy to było dla mnie racjonalne rozwiązanie.
Jestem w stanie siebie zaakceptować. Jeżeli zaczęłabym się prawidłowo odżywiać i bym nie przytyła, to by było wszystko dobrze. Jak zauważę, że moje ciało się nie zmienia pomimo odżywiania to moje podejście też się z czasem zmieni.
Problem jest w tym, że nie wiem jak zacząć jeść normalnie. Obawa przed przytyciem mnie przerasta. Jak przybieram na wadze - robię się nie do zniesienia, zamykam się w sobie i wrzeszczę na wszystkich.
Zdaję sobie sprawę jakie są powikłania przy anoreksji, dlatego chciałabym coś z tym w końcu zrobić.
Twoja sytuacja faktycznie jest dramatyczna; domyslam się, jakie katusze przechodzisz, pragnąc z jednej strony znormalizować swoją dietę i styl życia, a z drugiej - obawiając się przybrania na wadze.
Jak widac, żaden fachowiec nie umie zaproponować skutecznej formy terapii. Jesteś drobniutka, więc 44 kg to idealna waga przy Twoim wzroście. Jeśli jakiś terapeuta/dietetyk będzie twierdził, że powinnaś ważyć 50 kg, uciekaj od niego z krzykiem :) 47 kg to max, abyś zachowała swoje z trudem wywalczone, piekne proporcje i dobre samopoczucie.
Co do jedzenia - fakty są takie, że jeśli postanawiamy zredukować nagromadzony latami tłuszcz, nasze nawyki żywieniowe muszą zostać zmienione DOŻYWOTNIO!
Dlatego odradzam tzw. jedzenie "normalne". Spożywanie chleba/płatków/makaronu/ziemniaków/ryżu itd. zawsze będzie skutkować dodatkowymi kilogramami.
Pozostań przy lekkich, niskokalorycznych daniach - np. warzywach gotowanych na parze, surówkach i sałatkach (bez oleju, za to doprawianych ziołami ewentualnie łyżką keczupu), grillowanej rybie, piersiach z kurczaka bez skórki i błon, produktów z wysoką zawartością białka - jak soczewica, mrożony groszek i fasolka szparagowa. Inwestuj tez w owoce, bo bez węglowodanów tarczyca spowalnia swoją działalność. Dlatego odrobina fruktozy nie zaszkodzi - wręcz przeciwnie :)
No i ćwicz. Niech to będzie co najmniej 20 min. ćwiczeń co drugi dzień (aby dać ciału czas na regenerację). Planuj sesję tak, by nie była zbyt męcząca. Kiedy masz zadyszkę, organizm spala mieśnie (to spalanie beztlenowe), zamiast tłuszczu. A metabolizm można przyspieszyć jedynie zwiększając swą tkankę miesniową i liczbę mitochondriów.
Nie obawiaj się jedzenia - po prostu jedz mądrze. A zamiast wydawać kasę na specjalistów o stereotypowym podejściu do Twoich problemów, kup sobie super ciuch albo śliczne buciki :)
Pozdrawiam!
Trochę jest prawdy w tym, że nie akceptuję swojego wzrostu ani wagi. Jestem niską osobą (155 cm) i moja waga wynosi ok. 44 kg, dokładnie nie wiem, dawno się nie ważyłam. Boję się wejść na wagę. Będąc w szpitalu miałam różnego rodzaju psychoterapie. Po wypisaniu chodziłam tam na terapie grupową, a potem prywatnie do psychologa. Wizyty trwały przeszło 3 miesiące, po nich czułam się jeszcze gorzej i miałam wrażenie, że wyrzucam pieniądze w "błoto". Może źle zrobiłam, że zrezygnowałam z terapii, ale w tedy to było dla mnie racjonalne rozwiązanie.
Jestem w stanie siebie zaakceptować. Jeżeli zaczęłabym się prawidłowo odżywiać i bym nie przytyła, to by było wszystko dobrze. Jak zauważę, że moje ciało się nie zmienia pomimo odżywiania to moje podejście też się z czasem zmieni.
Problem jest w tym, że nie wiem jak zacząć jeść normalnie. Obawa przed przytyciem mnie przerasta. Jak przybieram na wadze - robię się nie do zniesienia, zamykam się w sobie i wrzeszczę na wszystkich.
Zdaję sobie sprawę jakie są powikłania przy anoreksji, dlatego chciałabym coś z tym w końcu zrobić.
Twoja sytuacja faktycznie jest dramatyczna; domyslam się, jakie katusze przechodzisz, pragnąc z jednej strony znormalizować swoją dietę i styl życia, a z drugiej - obawiając się przybrania na wadze.
Jak widac, żaden fachowiec nie umie zaproponować skutecznej formy terapii. Jesteś drobniutka, więc 44 kg to idealna waga przy Twoim wzroście. Jeśli jakiś terapeuta/dietetyk będzie twierdził, że powinnaś ważyć 50 kg, uciekaj od niego z krzykiem :) 47 kg to max, abyś zachowała swoje z trudem wywalczone, piekne proporcje i dobre samopoczucie.
Co do jedzenia - fakty są takie, że jeśli postanawiamy zredukować nagromadzony latami tłuszcz, nasze nawyki żywieniowe muszą zostać zmienione DOŻYWOTNIO!
Dlatego odradzam tzw. jedzenie "normalne". Spożywanie chleba/płatków/makaronu/ziemniaków/ryżu itd. zawsze będzie skutkować dodatkowymi kilogramami.
Pozostań przy lekkich, niskokalorycznych daniach - np. warzywach gotowanych na parze, surówkach i sałatkach (bez oleju, za to doprawianych ziołami ewentualnie łyżką keczupu), grillowanej rybie, piersiach z kurczaka bez skórki i błon, produktów z wysoką zawartością białka - jak soczewica, mrożony groszek i fasolka szparagowa. Inwestuj tez w owoce, bo bez węglowodanów tarczyca spowalnia swoją działalność. Dlatego odrobina fruktozy nie zaszkodzi - wręcz przeciwnie :)
No i ćwicz. Niech to będzie co najmniej 20 min. ćwiczeń co drugi dzień (aby dać ciału czas na regenerację). Planuj sesję tak, by nie była zbyt męcząca. Kiedy masz zadyszkę, organizm spala mieśnie (to spalanie beztlenowe), zamiast tłuszczu. A metabolizm można przyspieszyć jedynie zwiększając swą tkankę miesniową i liczbę mitochondriów.
Nie obawiaj się jedzenia - po prostu jedz mądrze. A zamiast wydawać kasę na specjalistów o stereotypowym podejściu do Twoich problemów, kup sobie super ciuch albo śliczne buciki :)
Pozdrawiam!
Dodaj nowy komentarz