Jak mam sobie pomóc?
Od jakiegoś czasu narzekam na swoją wagę. Według mnie 45 kg przy wzroście 158 to za dużo. I nie tylko dla mnie. Ciągle słyszałam od mojej matki, że za dużo jem, mam grube uda i chodzę jak słoń. W końcu miałam tego serdecznie dosyć. Postanowiłam, że schudnę. Jak najmniej jadłam (nawet jedno kromkę ciemnego pieczywa na dzień) i ciągle ćwiczyłam. Po jakimś czasie zauważyłam efekty. Wyrobiłam sobie mięśnie na brzuchu. A moja mama? Przeciwnie... Dla niej przytyłam. Byłam zdruzgotana. Jak mogłam przytyć? W końcu ważyłam 45 kg, a teraz 36 . 9 kilo w 3 tygodnie? Jak ona mi to mogła zrobić? Ciągle mnie do siebie porównuje. Nie rozumiem tego. Matka waży 43 kg i ma 169. Nie ma anoreksji. Jest chora i miała chemię. Wyżywa się na mnie. A ja ciągle chudnę i nikt nic nie zauważa. Moja starsza siostra coś raz wspominała, ale powiedziałam jej, że mam okres więc jest to mało prawdopodobne. Tyle, że nie krwawiłam od 6 miesięcy. Jak mam sobie pomóc? Nie chcę tego , ale inaczej nie potrafię .
Droga Anonimko,
Przede wszystkim uświadom sobie, że Twoja wartość jest w Tobie!
Poczucie bycia kochanym, akceptowanym i docenianym przez matkę jest bardzo ważne. Twój list jest wręcz przesiąknięty próbą zwrócenia na siebie uwagi i sprostania jej oczekiwaniom. Problem leży w relacji z Twoją mamą. Z jakiegoś powodu nie możecie się porozumieć, a Twoja mama tego nie dostrzega. Spróbuj skoncentrować się na tym, co u siebie lubisz, co jest dla Ciebie ważne, poza Twoim wyglądem. Spróbuj powiedziec mamie o tym, co czujesz. Jeśli nie potrafisz o tym mówić, napisz to na kartce, choćby dla siebie. Spróbuj uświadomić sobie swoje uczucia. Co czujesz przyjemnego, co nieprzyjemnego. Co u siebie lubisz? Co lubiąu Ciebie inni?
Trudno mi zrozumieć, dlaczego Twoja mama wywiera na Ciebie presję schudnięcia. Możliwe, że ma na to wpływ jej choroba. Spróbuj na to spojrzeć z innej perspektywy. Prawdopodobnie Twoja mama nie ie co przeżywasz, ile wysiłku i wyrzeczeń kosztują Ciebie głodówki. nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo rania Cię jej słowa. Czy mówiłaś jej o tym? Twoja mama na pewno nie chce dla Ciebie źle i dopóki ukrywasz chorobę, dopóty pogłębiasz wyniszczanie swojego organizmu.
Twoja waga jest bardzo niepokojąca i powinnaś podjąć leczenie. To jest bardzo niebezpieczne dla Twojego zdrowia i życia. Nie warto ryzykować tego, co jest w życiu najwazniejsze - życia! Uważam, że jak najszybciej powinnaś zdecydować się na konsultację z psychologiem lub psychiatrą. Jeśli Twoja mama nie rozumie problemu spróbuj porozmawiać o tym z kims zaufanym, np. z siostrą, która martwi się o Ciebie. W psychoterapii powinnaś wziąć udział nie tylko Ty, ale również najbliżsi. Im prędzej podejmiesz leczenie tym lepiej, nie ma na co czekać. Nawet jeśli nie będzie to łatwe, to pomoże Ci odzyskać wiarę w siebie i pogłębi Twoją relację z najbliższymi.
Pozdrawiam Ciebie serdecznie i trzymam kciuki!
- Zaloguj się lub utwórz konto aby dodać komentarz





Komentarze
Dziewczyno ty masz niedowag. Wpisz w googlach Kalkulator BMI i sprawdź sobie. TY masz niedowagę!!!!
45 kg przy twoim wzroście to normalna waga ja mam 150 i ważę 45, i nie uważam, że jestem za gruba. Wręcz przeciwnie, przestań się odchudzać bo zniszczysz swój organizm. Porozmawiaj z mamą , jej choroba wpływa na jej zachowanie wobec ciebie, moim zdaniem wyładowuje swój ból, strach spowodowany chorobą na kimś kto jest pod ręką. W tym przypadku na tobie, jest jej ciężko. W takich sytuacjach ludzie nie kontrolują swoich zachowań wobec innych najczęściej odbija się to na najbliższych. Spróbuj porozmawiać z mamą o twoich odczuciach, to twoja mama na pewno cię kocha i zrozumie, jednocześnie wspieraj ją .
Masz racje co do tego tematu, mama cię zrozumie i pomoże czy wesprze.
masz racje!
Osoby po chemii bywają nieznośne. Wiem, bo moja ciocia miała raka i była wtedy strasznie drażliwa. Bardzo łatwo było ja zdenerwować, przeszkadzał jej nawet włączony w pokoju obok telewizor. Mówiła, że cały czas czuje tą chemię, że sama sobie śmierdzi i woń jedzenia doprowadza ją do mdłości. Kiedy wyzdrowiała to się skończyło i wszystko wróciło do normy.
Myślę, że tak może być z twoją mamą. Możliwe, że jest podła, bo mdli ją na widok tego, że ktoś je. Albo drażni ją, że Ty jesz, a ona nie może.
Moim zdaniem nie powinnaś brać na poważnie tego co do Ciebie mówi. Wiem, że to trudne i ciężko z taką osobą wytrzymać, ale nie możesz przez jej chorobę zaniedbywać własnego zdrowia. Puszczaj więc mimo uszu te uszczypliwe uwagi i jedz to na co masz ochotę (absolutnie się nie odchudzaj!!!). 45 kilo to IDEALNA WAGA przy twoim wzroście! Powiedz to mamie, gdy znowu będzie w stosunku do Ciebie złośliwa. A jeśli mdli ją na widok kiedy jesz (jak moją ciocię) to po prostu unikaj jedzenia przy niej.
Serdecznie Cię pozdrawiam :)
Przepraszam myślałam, że masz 153cm wzrostu. Skoro masz 158 to spokojnie mogłabyś ważyć nawet 50 kg.
Witam-choruję na bulimie już chyba z 10 lat, na początku to było z przerwami, a teraz od dwóch lat nie pamiętam, kiedy zjadłam normalnie jakiś posiłek. Normalnie to znaczy nie wyrzygując go. Jest mi już tak ciężko, już wpisałam tą chorobę w mój życiorys, po prostu się przyzwyczaiłam, że rzygam a tak naprawdę tego nienawidzę. Ważę 37 kg, przy wzroście 158 wiem, że mam niedowagę i zagrożenie życia. Ja w porównaniu do innych nie chcę schudnąć, tylko właśnie przytyć, ale nie mam silnej woli, żeby przestać rzygać. Nienawidzę siebie za to że sama nie mam postanowienia, żeby z tym skończyć. Jest mi naprawdę ciężko, mam 30 lat i ślicznego synka, którego kocham, i jest mi przykro, że ma taką mamę. Na terapie chodzę już 3 lata, ale z marnymi skutkami. Nabyłam dużo wiedzy w teorii, tzn. skąd mi się to wzięło, Sprawy rodzinne itd. niby wiem jak powinnam postępować, ale nie umiem tego przełożyć na codzienne moje życie. Gdy myślę co będzie jak nie wyrzygam to czuję, że będzie mi czegoś brakowało, to jest dla mnie jak narkotyk, którym się sama codziennie zabijam.
Jestem zapisana do kliniki w Krakowie, mam czekać na miejsce około pół roku, nie wiem czy powinnam podjąć się tego leczenia, czy w ogóle tam mogą mi coś pomóc?
Już w nic nie wierzę. Proszę o jakąś rade odnośnie tego szpitala, czy możliwe, że tam mi pomogą. Przecież chodzę już 3 lata na terapie i jest cały czas tak samo (niby dużo wiem, a nie potrafię sobie pomóc) nie wyobrażam sobie zostawić dziecka i na kilka miesięcy być w szpitalu. Co mam robić? Może są jacyś specjaliści, dobrzy w tej dziedzinie, bardzo bym prosiła o namiary, może powinnam jeszcze gdzieś się udać? Proszę jeżeli zna pani dobrych lekarzy od tej choroby proszę o emaila-sylwia774@op.pl Dziękuję serdecznie.